
Antonina Sebesta
Im bardziej klimat się ociepla tym bardziej zaskakuje nas zima, jej bezczelność jest ogromna od kilku lat atakuje w piątki popołudniu, kiedy można najwyżej liczyć na odgarnięte ulicy. Śnieg nie jest automatycznie wywożony, co powinno być regułą w XXI wieku. Chodniki zawalone, nawet te strategiczne do szpitala, do aptek w tym czynnej całą dobę! nie mówiąc o tych przed budynkami publicznymi. Do akcji z łopatą ruszają przede wszystkim emeryci… i to nie ci, którzy świętowali, tańczyli na balach. Społeczeństwo się starzeje i będzie coraz gorzej. Odgarnięcie z posesji i przed nią 30 – 40 cm mokrego opadu to obok wiosennego przekopywania ogródka najprostsza droga do wylewu, zatoru, zawału. Śnieg jest bardzo ciężki, a ruchy nietypowe.
Umęczeni, zablokowani przez opad nie wiedzą kto za opłatą mógłby im pomóc. Nie ma pogotowia od śnieżnego żywiołu. Mamy sieć siłowni nawet na świeżym powietrzu, ale z tej, którą tworzy natura jakoś młodzi dbający o tężyznę, a także harcerze, jednostki obrony terytorialnej jakoś nie pala się korzystać. W czasach słusznie minionych młodzież pomagała woźnym odgarniać szkoły.
Odsypy od 30-60 cm trzeba pokonywać do dotarcia do jezdni, a nawet pasów, wspaniałe ćwiczenie w pewnym wieku i przy pewnych chorobach może niemal tak emocjonować jak osławiony krok nad przepaścią na Orlej Perci w rejonie Granatów (między Sieczkowymi Przełęczami) w końcu jezdnią jeżdżą samochody…
PS. Od redakcji – śnieżny Armagedon dosięgnął także myślenicki plac Kilińskiego, gdzie ma miejsce odręczny handel, niestety panie, które mają tutaj swoje stoiska i które opłacają tzw. placowe musiały zwinąć interes bowiem śnieg z dachu pobliskiego sklepu zasypał ich stoiska i udaremnił pracę (patrz foto)
