
Nie dalej jak kilka dni temu miałam okazję uczestniczyć w dniu otwartym myślenickiego Stowarzyszenia Przytul Sierściucha. Było to dla mnie piękne wydarzenie, mogłam zobaczyć i poznać ludzi z prawdziwą pasją i dobrem w sercu, ludzi którzy bezinteresownie poświęcają swój czas dla porzuconych zwierząt, zwierząt, które dzięki nim otrzymują trochę miłości i prawdziwej troski. Mogłam również zobaczyć niektóre pieski i kotki oraz skosztować czegoś słodkiego. Przeprowadziłam także wywiad z prezeską stowarzyszenia.
JULKA WILK (SEDNO): Jak wygląda obecna sytuacja Stowarzyszenia? Ile przebywa w nim piesków ile kotków? DOMINIKA BAŁUK-CIENKOSZ: Sytuacja w Sierściuchu zmienia się dynamicznie, ponieważ bardzo szybko wydajemy do adopcji psy, koty może troszkę wolniej. Jeżeli chodzi o ilość zwierzaków, to z reguły psów mamy od 30, chociaż nieraz zdarzało się, że było ich 50 ze szczeniakami, natomiast jeżeli chodzi o koty, to w tej chwili mamy ich ponad 30, choć bywały lata, kiedy było ich około 90, bo przyjmowaliśmy wtedy małe kociaki. Niestety ze względu na brak wolontariuszy obsługujących koty, musieliśmy podjąć decyzję, że malutkich kociaków nie przyjmujemy. Natomiast wszystkie koty dzikie i te od ludzi czekające na sterylizację i po sterylizacji są u nas przetrzymywane, po to, aby się dogoiły i aby można było je wypuścić. Jak mieszkańcy Myślenic mogą pomóc Stowarzyszeniu? Serdecznie zapraszamy do wsparcia, chociażby w postaci pełnienia dyżurów, w odpowiednich godzinach i wyprowadzania psów, ponieważ naszym standardem jest to, że psy wyprowadzane są na dwa spacery dziennie. Pierwszy dyżur zaczyna się o godzinie 8, drugi o 16. Czym więcej osób na dyżurze, tym szybciej pieski wychodzą na spacer i tym krócej trwa praca wolontariuszy. Z kotami sprawa wygląda nieco inaczej, z reguły to starsi wolontariusze dają sobie z nimi radę. Natomiast inna forma pomocy to przekazanie czystych kołder i poszew, najlepiej dużych bo wyścielamy nimi podłogę w kojcach. Oczywiście przyjmujemy też karmę i zawsze można nas wesprzeć wpłatą na konto blikiem. Są to pieniądze, którymi pokrywamy koszty leczenie zwierząt. Co według Pani jest największym sukcesem Sierściucha? Wszystko co robimy, robimy dla zwierząt nie zaś po, aby się chwalić. Uważam, że naszym sukcesem jest sposób prowadzenia i zarządzania, ani jedna osoba nie pracuje u nas na etacie, nikt nie bierze za swoją pracę pieniędzy, wszystko co robimy oparte jest na wolontariacie. Za sukces uważam także fakt, że coraz więcej rodziców dzieci z dysfunkcjami typu autyzm czy Asperger przychodzi do nas traktując te wizyty jako pewną formę terapii. Natomiast za największy nasz sukces uważam fakt, że nie mamy psa który przebywałby u nas dłużej niż dwa lata szybko znajdując dla naszych zwierzaków nowy dom. Dziękuję za rozmowę.
rozmawiała: Julia Wilk
foto: autorka













